między gwiazdami

„Per aspera ad astra”

Sam

Zawsze po burzy wychodzi słońce
a po słońcu księżyc nieprzeżytych dni
które lewitują ciężko wokół siebie
jak gdyby nacieszyć nie mogły się nim

jak gdyby nie mogły usnąć, choć chciały
albo usypiały, chociaż tego nie chcą
mama powtarzała, że to przez deszcz, bure
chmury z nieba coraz częściej przezeń mierzną

uśmiecham się blado przez kamienną twarz
i roztapiam śniegu za dużo, za szybko
tak powódź pochłania parę domów,
więc niechaj chociaż piąty będzie mógł odetchnąć

mówili mi słowem, gdy słyszę kolorem
dlatego zostałam Sama, a Sam rósł
więc na obiad mięsień przebity toporem
zjedzony na stole pozostał z Twych ust

to nic nie znaczyło, krew wlałam za wino
więc codzień z nadzieją w żyłach szukam rdzy
czy sobie, czy innym, pozostanie winnym
kto zechciał motylka utworzyć ze wszy.

Kwiaty na polanie

Kiedym raz kolejny umęczon łatami
ściągam wszystkie plastry i świecę rzekami
(co płaczą po nocach krwią, płaczą plastrami
czekając na Ciebie tak płaczą latami)
i zerkam przez okno; te kwiaty są nami
do ziemi przybite, w ziemi nasze tchnienie
pod wiatru ciężarem zgięte ukłonami
ku niebu płatkami niosą ciężkie brzemię
Ty byłaś goździkiem, kiedy cała reszta
łodygą i liściem w pamięci została
zbyt piękna, zbyt krucha i złem nieskalana
będąc niepodlana przyśniłaś się częściej
od tamtej więc pory jedynie wyglądam
na kwiaty, co pochylone na wietrze
muskają się w grupie, muskają tak co dnia
prowokowane tylko przez powietrze
gdy słońce je ciepłym okrywa promieniem
żeby trochę dalej inne głodzić cieniem
żeby nocną porą znów były nagrzane
gwiazdami na niebie- kwiaty na polanie.

Dworzec

Często się zdarza
wątpliwość w westchnieniu
wypuścić, gdy oczy spokojem okryte
zabójczo i sennie oddają dumaniu
cześć
tak często się zdarza w podróży usłyszeć
chwile co też jadą nim ciszą zapisze
stos liczb jedną kartkę i w niedowierzaniu
bezradnie oddadzą dumaniu cześć

waham się pomiędzy
czy człowiek czy zwierz
gdy kamień na szybie jak na włosu wesz
gdy zapach zbyt przykry unosi nad nami
tonami, wspomnienia z milczenia i ze stali
a niemrawe krzyki tak dźwignie, powali
gromem i w minutę zostawi za drzwiami
istoty bez duszy z samymi ciałami
co złością przyłożą dumaniu
pięść.

Zamek

Zamykam usta, Ty widzisz zamek
mury kamieniem przyozdobione
czasem obrazy, drewniany ganek
małe ognisko w tle rozpalone
ukradkiem wbiegając po wielkich schodach
które wydają się gości nie lubić
można by pogubić się w wysokościach
jak dziecię z żywiołem stopnie pobrudzić
pot swój wylewać i tak się trudzić
żeby zobaczyć malownicze pola
żeby spojrzenie swoje utopić
w odległych pagórków spiętrzonych stokach

lecz tam jedynie las wież wzniesiony
brudnym i szarym okryty kamieniem
pustym i zimnym, bez kołdry z liści
na krzyk nieco smętnym odpowiada echem
wśród nich ja, tylko w upalne wieczory
w najmiększej zieleni suknię odziana
z twarzą malowaną we wszystkie kolory
otworzyłam usta, z nich spłynęła wiara
i już wiesz dlaczego to we mnie słyszałaś
ten strumień, którego wody palcami
muskałaś, tak bardzo pragnąc ochłody
niepewnie, w gorące letnie wieczory

a potem wiatr przyszedł
szybko rozwiał Ciebie
jakobyś jedynie obłokiem być miała
gdzieś w odległe góry i kłujące bory
gdy odbicie Twoje skierowane nadal
w te mury kamieniem przyozdobione
w te lasy wież szarych
i lasy zimowe
wzniesione, dla Ciebie złem
opatulone
i smutkiem okryte
i w smutek wtulone.

List w butelce

Góry były dla niego tym samym miejscem
ciągle twardo stały, były niewzruszone
i nigdy się nigdzie nie poruszały
nigdy, choćby z chmur popadała krew

morze było zmienne, jakby w stałym ruchu
jest wszędzie i nigdzie i zawsze inne
straszny w swym chaosie niezbadany krzyk
obawiał się głębin, lecz umrzeć chciał w nich

chcę oddychać wodą, odrzucić tlen – mawiał –
móc czuć, żeby tylko szargały mną fale
potem wyrzuciły moje ciało wątłe
na powierzchnię wody, jak do kosza śmieć

oh, unieś mnie Wodo, prowadź przez krainy!
Ty rysy masz piękniejsze niż prawie każdy
w zamian pozwól tylko, żebym mógł w spokoju
dryfować, podziwiając równie martwe gwiazdy

gdyby ktoś zapytał, czy żałuję skoku
że nie podziwiałem wszystkiego z daleka
odpowiedziałbym, że za nic w świecie, bo nigdy
nikt mi nie odbierze, co ujrzałem tam

bo nie mogę pięknem nazwać czegoś, czego
zobaczyć nie mógłbym z tej odległości
wszak nie jest talentem, by pokochać fale
kiedy nie uderzą Ci z impetem w twarz

więc nie mogę żyć naprawdę, gdy nigdy
nie upadłem na dno
nie upadłem
gdzieś

i nie mógłbym szczerze pozostać szczęśliwym
gdybym się nie podniósł
nie unosił
wiesz?

Recepta

W gruncie rzeczy nie widzę przeciwwskazań
ażeby nie wznosić się między mgławice
bez hełmu, bez stroju i zbędnych wymagań
tylko, żeby nocami podziwiać ciszę
tak, stać się człowiekiem słabawym, odkrytym
na wszelką wrażliwość domniemanego świata
i odkrywać razem wszystkie zakamarki
ustami na wierzchu rozgrzanego ciała.

Mieszkaniec

Otwierasz serce
dostrzegasz miejsce
w którym zasiadasz
na chwilę, bądź więcej

i mimo, że bywasz w nim
już nieco częściej
(ciągle nie na dobre)
wychodzisz pośpieszniej

aż znikasz bez śladu
tym razem na stałe
kiedy ja wciąż jestem
tym samym mieszkaniem.

Sekunda

Ilekroć sekunda znów mija
tak troszeczkę wcześniej niż winna
Ty głowę spuszczasz, spojrzeniem
podkreślasz w czym tkwi moja wina

i z każdą następną chwilą
czuję, jak chcesz uciec najprędzej
a ciepłym westchnieniem okrywasz
poprzednią sekundę, nic więcej.

Krople

W ucieczce przed jutrem i ciepłym promieniem
w ucieczce przed światem, pogardy spojrzeniem
nie, nie chcemy słońca

niech czas stanie w miejscu, wszak
więcej gorąca uchowa się
we wiosennym deszczu

niech pada do woli z szarawych obłoków
brudny gest oczyści
ze starawych bloków

niech pada, wytrwale wirując w przestrzeni
ja tonę tu skarbie, ja tonę na ziemi
niech słońce nie wyjdzie i chmur nie przegani

te krople na czole niechaj mi zostawi

oh, krople na czole proszę mi zostawić
oh, kroplami z nieba się pragnę
udławić.

Cisza

W dotyku w ciszy zbyt głośne milczenie
roztapia serce i rozchyla usta
oddając marzeniom głuche tchnienie
co tak skórę muska, muskając tak ludzka
rozstrajasz złe instrumenty, gdzie pusta
otoczka złych wspomnień odchodzi w odmęty
więc jesteśmy same i patrząc w odbicie
widzę tylko dawnej trzeźwości zamęty
i zostaję z Tobą, Ty będąc tak ludzka
roztapiasz mi serce rozchylając usta
oddając marzeniom wciąż głuche tchnienie
co skórę nie chrusta na strzępy
lecz muska.

Patrycja Zuber


Urodziła się 15 października 1999 roku w Piekarach Śląskich. Z wykształcenia jest graficzką komputerową, obecnie studiuje fizykę na Uniwersytecie Śląskim. Jako pisarka poezji zadebiutowała tomikiem wierszy pod tytułem „Między gwiazdami”, wydanym przez Wydawnictwo Sowello w 2021 roku. Dzieło spotkało się z pozytywną notą krytyczną Andrzeja Żmudy.” – fragment wpisu z baz autorów Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Teodora Heneczka w Piekarach Śląskich

Kocham poezję i mam nadzieję, że to co tworzę podoba się moim czytelnikom, jest to dla mnie bowiem nie tylko forma zarobku, a także, no i w zasadzie głównie- forma samoekspresji. Słowa mają niezwykłą moc i są gigantycznym narzędziem, z którego mocy często nie zdajemy sobie sprawy. Warto używać ich w słusznym celu. Zwłaszcza, jeżeli możemy stworzyć dobro, którym możemy się podzielić. Cieszę się mogąc obcować z ludźmi, którzy dostrzegają w tym wszystkim to, co ja. To piękne móc się tym z Wami dzielić i dziękuję, że ze mną tutaj jesteście.

Pierwszy przeczytany tomik poezji: „Nic dwa razy. Wybór wierszy” Wisławy Szymborskiej.

Ulubiony poeta: Krzysztof Kamil Baczyński

Wywiad

Q: Od ilu lat pisze pani wiersze?

A: Szczerze ciężko mi dokładnie stwierdzić, od ilu lat piszę wiersze. Wydaje mi się, że nastąpiło to, gdy miałam, bodajże 12/13 lat, czyli robię to około 9 lub 10 lat. Pamiętam, że próbowałam pisać pod muzykę (można powiedzieć, że jakby piosenki) jednak przeszkadzała mi ona, nie pozwalała się skupić, gdy byłam pochłonięta rymami. Słowa dla mnie miały „swój własny rytm”, dodatkowy jedynie go zaburzał, dlatego też zdecydowałam się go ograniczyć, przy okazji odkrywając swój własny sposób jak pisać, który przemawia do mnie i przeze mnie po dziś dzień.


Q: Jaki charakter ma pani poezja?

A: Generalnie rzecz biorąc jestem zwyczajnym, czasem nadzwyczaj ludzkim (zarówno w pozytywnym, jak i w negatywnym tego słowa znaczeniu) obserwatorem, dlatego bywa, że moja poezja ma charakter relacji ze zdarzenia, innym razem – relacji uczuć, a jeszcze innym – przemyśleń. Ma to natomiast jedną cechę wspólną – przekonuje czytelnika, że jakiekolwiek istniejące granice powstają wyłącznie przez nas samych, ograniczając nas i naszą zdolność przeżywania życia doczesnego. Chciałabym dodać, że pisząc „granice” nie mam na myśli oczywiście zasad moralnych. Niby to świat zdominowany przez ludzi, a tak mało w nim człowieczeństwa. Powinniśmy o tym pamiętać i starać się to zmienić.


Q: Co panią inspiruje?

A: Moimi inspiracjami są uczucia w jakiejkolwiek formie, bliskie osoby, a czasem te zupełnie obce, natura, wszechświat, muzyka, słowa, zdarzenia, po prostu wszystko. Czasem kompletnie nic mnie nie „inspiruje”, a słowa wypływają ze mnie same. To się dzieje nadzwyczaj naturalnie.


Q: Jakie ma pani wykształcenie?

A: Póki co mam wykształcenie średnie. Uczęszczałam do Technikum nr 4 im. Marii Skłodowskiej-Curie w Bytomiu do klasy o profilu związanym z grafiką komputerową, w którym przeżyłam piękne lata swojego życia. Teraz studiuję fizykę, a przyszłość wiążę oczywiście z pisarstwem w dalszym ciągu, ale także z astrofizyką i kosmologią.


Q: Jakie ma pani jeszcze zainteresowania?

A: Często moi znajomi śmieją się mówiąc, że brakuje mi godzin w dobie, że interesuję się wszystkim i nie ukrywam, że coś w tym jest. Przede wszystkim w bardzo ogólnym pojęciu pasjonuję się sztuką, dosłownie każdą jej dziedziną – poezją, prozą, muzyką, rysunkiem, grafiką, teatrem, fotografią, kinematografią. Do tego dochodzą jeszcze astrofizyka, astronomia i kosmologia, fizyka, mechanika, astrobiologia, genetyka, medycyna, farmakologia, modelarstwo, komputery, wszelakie kultury, historia, chemia. Tak jak widać, naprawdę ciężko byłoby wymienić wszystko dokładnie, zwyczajnie jest tego za dużo i czasem faktycznie nie wiem, jak starcza mi na to czasu. Jednak grunt to spełniać marzenia mimo wszystko i się nie poddawać, tak myślę, w to wierzę i dzięki temu jestem szczęśliwa, czego także życzę każdemu. Życie sypie nam bardzo dużo kłód pod nogi, mimo to naprawdę warto pozostawać zdeterminowanym i nie zniechęcać się niczym, zwłaszcza jeżeli wiemy, że to co robimy sprawia, że jest nam, a być może też innym, po prostu lepiej.



Źródło: https://www.piekary.info/patrycja-zuber-i-miedzy-gwiazdami-pierwszy-tom-wierszy-mlodej-poetki-z-piekar-slaskich